środa, 21 czerwca 2017

Socca. Placek z cieciorki.

bezglutenowy placek z cieciorki
W Prowansji ten bezglutenowy i wegański placek z cieciorkowej mąki nazywany jest socca, a w sąsiedniej włoskiej Ligurii - farinata. Tradycyjnie piecze się go na miedzianych dyskach w piecach opalanych drewnem. W Nicei sprzedawany jest na mieście jako klasyczna przekąska uliczna - najczęściej bez żadnych dodatków. Moja wersja jest nieco wzbogacona, ale wciąż bardzo prowansalska - charakterystyczny i niecodzienny smak tego dania wydaje się niemal przenosić w te piękne rejony...  Przygotowując soccę w domu, bez pieca i miedzi, należy pamiętać o użyciu grubej patelni przystosowanej do piekarnika i porządnym jej rozgrzaniu - nie można pozwolić by ciasto przywarło, bo zeskrobywać będzie trudno. ;)


wtorek, 20 czerwca 2017

Fougasse z oliwkami.

bułki prowansalskie
Fougasse to francuski odpowiednik włoskiego chlebka foccacia. Wypiek ten jest charakterystyczny oczywiście dla Prowansji, jednak w różnych wersjach można spotkać także w innych częściach kraju. Bułki mają kształt liścia i stanowią bardzo smaczny dodatek do innego prowansalskiego dania o nazwie ratatouille. Moje fougasse piekłam z dodatkiem ziół prowansalskich oraz czarnych oliwek. Można też stosować inne dodatki takie, jak sól gruboziarnistą, kapary czy suszone pomidory. Najlepiej smakują od razu po upieczeniu.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

Prowansalska zapiekanka z bakłażanem i kurczakiem.

zapiekanka z bakłażana i kurczakaProwansalski piknik jako hasło tygodnia to z jednej strony wzruszający powrót do przeszłości (dzięki Marzenko), z drugiej - świetny sposób na użycie tych coraz smakowitszych warzyw kuszących ze straganów. Przy jednym z nich (gdy wybierałem piękne czerwone pomidory) spotkałem dziś koleżankę, która śmiejąc się powiedziała coś takiego: te warzywa! nie można się im oprzeć - opiszcie to! Voila! :) Rzeczywiście - powoli nastaje nam lato, obdarzając swoimi darami i setkami kulinarnych możliwości. Byłoby niewybaczalnym grzechem nie wykorzystywać ich codziennie, w końcu zanim się obejrzymy... ale ciii... może tym razem lato zostanie już na zawsze? ;)
                                                   

sobota, 17 czerwca 2017

Hasło tygodnia - piknik w prowansalskim ogrodzie.

Wracamy do źródeł. Do początków naszej kulinarnej zabawy, która z czasem przeobraziła się w prowadzenie bloga. Zanim zaprosiliśmy "świat" do naszych kuchni, gotowaliśmy po cichutku dla swoich rodzin, próbując jak najlepiej wyczerpać temat hasła tygodnia. Maciek bardzo fajnie opisał naszą historię w poście "jak to się zaczęło". Chciałabym, abyśmy ponownie zmierzyli się z hasłami, które wtedy dostarczały nam wiele radości. Jeszcze zanim pojawił się blog. "Piknik w prowansalskim ogrodzie" to był pomysł Maćka. Powróćmy do tej pięknej krainy i postarajmy się bawić równie dobrze, jak za pierwszym razem. Nawet nie pamiętam, co wówczas przygotowałam. Może to i dobrze :) Pamiętam za to zdjęcie Maćka, które już na zawsze wpędziło mnie kompleks marnego fotografa ;) Za to kucharzem jestem świetnym :) ;)

Frytki belgijskie.

Frytki przygotowywane na sposób belgijski wymagają nieco więcej czasu, ale warto się poświęcić :) Dzięki dwukrotnemu smażeniu i uprzednim moczeniu w gorącej wodzie z dodatkiem cukru uzyskamy chrupiące z wierzchu i miękkie w środku frytki. Pierwsze wzmianki o tym przysmaku pojawiły się już dawno temu. Belgowie głoszą, że pewnej mroźnej zimy zamarzła rzeka, która dawała pożywienie okolicznym mieszkańcom. Zdesperowani ludzie, którym pozostały jedynie ziemniaki postanowili nadawać im kształt rybek i smażyć na wołowym tłuszczu. I tak potrzeba chwili na stałe wpisała na karty kulinarnej historii Europy danie, którym obowiązkowo zajadamy się podczas pobytu w Belgii. I które próbujemy nieśmiało odtwarzać w domowych warunkach. Jak w moim przypadku ;)

środa, 14 czerwca 2017

Flammkuchen.

tarta flbeeam
Pycha, pycha, pycha! Właściwie na tym powinien kończyć się opis mojej "ulicznej kuchni". ;) Flammkuchen to placek na bazie ciasta chlebowego z dodatkiem cebuli, boczku i śmietany. Proste, wiejskie danie wywodzące się z Alzacji. Ten cienki placek początkowo służył do sprawdzania temperatury pieca, zanim znalazł się w nim chleb. Zapewne któregoś razu jakaś pomysłowa gospodyni dodała do niego pozostałe  składniki i powstało wspaniałe danie. Ostatnio Maciek dźwigał na swych barkach aktualność bloga. Wszystko dlatego, że moja codzienność była wypełniona po brzegi i nie było w niej czasu na blogowe gotowanie. Maćku, obiecuję poprawę! ;) :)

wtorek, 13 czerwca 2017

Langosze.

langos langosze przepis
Problem z odtwarzaniem ulicznego jedzenia w domu jest taki, że przeważnie efekt nie jest tak doskonały, jak u fachowców, którzy zajmują się produkcją danego smakołyku codziennie od rana do wieczora. Przeważnie. Tym razem bardzo nieskromnie muszę powiedzieć, że wyszły mi najlepsze langosze jakie kiedykolwiek jadłem. Serio! ;) Langosze to pyszna przekąska, którą na Węgrzech można dostać na każdym rogu (a na Słowacji na co drugim). Właściwie przekąska nie jest chyba dobrym określeniem, bo trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś po zjedzeniu takiego drożdżowego placka mógł jeszcze myśleć o obiedzie lub kolacji. Nie, to niemożliwe! ;) Muszę się przyznać, że nie jestem wielkim miłośnikiem czosnkowych aromatów, ale w wypadku langoszy jest inaczej - chociaż istnieje wiele wariantów ich podawania (również słodkie), to dodatek czosnku jest chyba najbardziej klasyczny i wznosi smak dania na całkiem inny poziom. Po prostu pycha! Jo etvagyat!


piątek, 9 czerwca 2017

Francuska bagietka.

sandwicz z francuskiej bagietki
Na szlaku europejskiego ulicznego jedzenia robimy dziś przystanek we Francji.
O ile na sos do berlińskiego currywursta można było podać jeszcze jakiś przepis, o tyle w przypadku paryskiej bagietki będzie to tylko propozycja kompozycji składników. Oczywiście, moglibyśmy poprosić Marzenę o upieczenie francuskich bułek i opisanie tego w jakimś ciekawym poście, ale chwilowo musimy zadowolić się bagietkami z piekarni. ;) Czy można wyobrazić sobie wędrówkę po paryskich ulicach bez bagietki? Rano z kawą, w południe z wodą, a wieczorem pewnie z winem - zawsze na posterunku! Ważne żeby była świeża, chrupiąca i posmarowana dobrym masłem. :)


środa, 7 czerwca 2017

Currywurst.

niemiecka kiełbaska z sosem curry
Jedno jest pewne - gdybym był Niemcem, nie robiłbym currywursta w domu! Poszedłbym sobie do najbliższego imbissu i poprosił o zimne piwo do niego. Niestety nie jestem berlińczykiem i dlatego muszę zabrać się za to osobiście. Tak to już jest z odtwarzaniem we własnej kuchni mniej lub bardziej odległych smaków (często wspomnień z wyjazdów) - ma to swój sens, jeśli odczuwamy tęsknotę lub ciekawość, a nie możemy jej zaspokoić w barze za rogiem. Currywurst jest niewątpliwie rzeczą bardzo prostą. Równie niewątpliwie jest jedną z berlińskich ikon. W związku z tym (po trzecie niewątpliwie) zasługuje na opisanie! Niemcy być może nie przyrządzają go w domu, ale na pewno dyskutują, który bar w mieście ma najlepsze kiełbaski, a który robi najlepszy sos. I co w tym sosie powinno być. Dyskutują również o historii tego dania. Wg najpowszechniej uznawanej wersji currywurst został wymyślony przez panią Hertę Heuwer. Ta zapobiegliwa i sprytna mieszkanka dzielnicy Charlottenburg, w ciężkich tuż powojennych czasach, dostała od brytyjskich żołnierzy kilka egzotycznych wtedy składników i eksperymentując z nimi uzyskała w efekcie sos. Połączyła go z ulubionymi przez Niemców kiełbaskami i zaczęła sprzedawać smaczną i tanią przekąskę na ulicy. W krótkim czasie zyskała ona dużą popularność zwłaszcza wśród robotników odbudowujących niemiecką stolicę. Dzisiaj currywurst jest jedną z turystycznych atrakcji i doczekał się nawet własnego muzeum.
Guten Appetit! :)

niedziela, 4 czerwca 2017

Hasło tygodnia - europejski street food.

jedzenie uliczne
Wychodzimy powoli z okresu "imprez masowych", nad przygotowaniem których musieliśmy ostatnio mocno pracować. Nad jedną nawet wspólnie, co było niezwykle miłe i co z pewnością wkrótce opiszemy. Teraz marzy mi się przez czas jakiś nie wchodzić do kuchni, ale wiem, że to niewykonalne. Marzy mi się też proste jedzenie. Najlepiej uliczne. Najlepiej w sympatycznym wielkim mieście. Bo dobre uliczne jedzenie jest nieodłącznym składnikiem wielkomiejskości. Restauracje, lepsze lub gorsze, mogą być wszędzie, nawet w kompletnej głuszy, ale dobra budka z jedzeniem, do której ustawia się kilometrowa kolejka - tylko w prawdziwej metropolii! Poranna bagietka w Paryżu, fish and chips w południe w Manchesterze, churros w Barcelonie o północy... to smaki Europy, które będziemy chcieli odtwarzać w naszych kuchniach. Skoro nie możemy wypuścić się w prawdziwą drogę, to popodróżujmy chociaż tak. ;)

czwartek, 1 czerwca 2017

Napój kokosowo-miętowy.

smoothie kokosowe
Napój kokosowy z dodatkiem mięty jest idealną propozycją na tę porę roku. Doskonale orzeźwia, a podany jako dodatek do ostrych potraw z grilla będzie miał działanie łagodzące. W mojej wersji pominęłam słodzik, ale jeżeli lubicie bardziej dosmaczony wariant to proponuję dodać syrop klonowy. Zachęcam też do podróży w czasie ;) i zajrzenia do postu Maćka z przepisem na kolumbijską lemoniadę kokosową. Okoliczności pogodowe były wówczas nieco inne, ale dobrze mieć w zanadrzu recepturę na pyszny, chłodzący napój.

wtorek, 30 maja 2017

Herbatka ziołowa "joga".

herbatka na jogę
Popijam sobie właśnie moją jogową herbatkę i muszę przyznać, że smakuje wyśmienicie. Naprawdę. Łagodzi nieco żal, że nie trafiłem na zajęcia ani w zeszłym, ani w tym tygodniu. Ale za to, kiedy w końcu się tam pojawię, będę stuprocentowo przygotowany! Naładowany energią z rodzaju tych cichych i spokojnych. ;) Właśnie - herbatka, oprócz tego, że smaczna, ma również działanie kojące, chłodzące, sprzyjające oczyszczeniu krwi i koncentracji. Pomaga zarówno w aspekcie fizycznym, jak i mentalnym przygotować się do ćwiczeń, które w swojej istocie są przecież połączeniem tych dwóch aspektów. Polecam serdecznie zarówno ziołowy napar, jak i samą jogę. Co prawda Marzena, kiedy raz spróbowała (jogi, nie herbatki), stwierdziła, że to tortury, ale to był chyba żart - w końcu sama uczęszcza na zajęcia, na których ja wyzionąłbym ducha po dziesięciu minutach! ;)
PS Jeżeli wydaje się Wam, że składniki herbatki są bardzo egzotyczne i trudne do nabycia, to uspokajam - w dobrym sklepie zielarskim powinny być wszystkie. Jeśli nie od ręki, to na zamówienie.

poniedziałek, 29 maja 2017

Shikanjvi. Lemoniada indyjska.

lemoniada indyjska
Na pierwszy rzut oka wygląda całkiem normalnie, prawda? No może ma nieco ciemniejszy kolor, ale to przez dodatek cukru trzcinowego. Zatem czym różni się lemoniada indyjska od pozostałych tego typu napojów? Dodatkiem soli! Poza tym doprawiłam ją kardamonem, co także w istotny sposób wpłynęło na efekt końcowy. Mądre strony informują, że shikanjvi jest doskonałym izotonikiem, docenianym przez biegaczy. Ma oryginalny i ciekawy smak. Doskonale gasi pragnienie. Możecie dodać zamiast kardamonu imbir lub też postawić wyłącznie na cytrynę. Wariacji na temat indyjskiej lemoniady jest wiele. Polecam.

sobota, 27 maja 2017

Ayran.

turecki ayran
Z jednej strony ayran jest jednym z tych tureckich specjałów, za którymi najbardziej tęsknię. Z drugiej - jest chyba najłatwiejszym do odtworzenia w polskich warunkach. Trudno sobie wyobrazić prostszy i skuteczniejszy sposób na upał. Trudno sobie wyobrazić smaczniejszy napój jako towarzystwo do dań ze wschodniej części Morza Śródziemnego (i nie tylko). Ayran jest po prostu doskonały! Dodatek świeżej mięty wznosi smak i właściwości orzeźwiające tego napoju na jeszcze wyższy poziom. Oczywiście, można również pozostać przy najbardziej ortodoksyjnej wersji: jogurt, woda, sól - tak również będzie świetnie!


czwartek, 25 maja 2017

Lemoniada werbenowo-lawendowa.

lemoniada ziołowa
Odwiedziłem ostatnio nasz dzielnicowy sklep zielarski w poszukiwaniu składników na napój, który (mam nadzieję) za jakiś czas opiszę. Przy okazji odbyłem miłą rozmowę z panią zielarką (jeśli mogę tak napisać). Kiedy dowiedziała się o temacie naszych kulinarnych poczynań w tym tygodniu, poleciła mi werbenę cytrynową, jako roślinę doskonałą do letnich napojów. Pomyślałem - ok! wykorzystam ten pomysł, ale zwyczajna herbatka to za mało na blogowy przepis. ;) Idea rozwinęła się do postaci lemoniady, w której parą dla werbeny została aromatyczna lawenda. Dzięki użyciu miodu napój stał się jeszcze smaczniejszy i zdrowszy (i na pewno bardziej żółty). Jest naprawdę pyszny, co zostało potwierdzone przez najsurowszych recenzentów - dzieci! ;)


środa, 24 maja 2017

Chia fresca. Meksykańska lemoniada.

napój chia fresca
W Meksyku nasiona chia często są dodawane do napojów. Oprócz tego, że zmieniają ich konsystencję, przede wszystkim wzbogacają je o cenne składniki odżywcze. W tych małych ziarenkach zamknięte są kwasy omega, błonnik, białko, przeciwutleniacze. Nierozsądnym byłoby z tego nie skorzystać ;) Lemoniada jest bardzo smaczna. Można do niej dodać świeże owoce, takie jak borówki, maliny, porzeczki czy truskawki. Wiele przepisów bazuje na wodzie kokosowej. Taką nie dysponowałam, dlatego też użyłam zwykłej, przegotowanej i wystudzonej wody.

wtorek, 23 maja 2017

Hasło tygodnia - napoje (edycja letnia).

Przygotowywanie napojów, podobnie jak domowych przetworów, daje wiele radości. Poza tym oboje z Maćkiem mamy za sobą intensywny okres i chwila wytchnienia bardzo nam się przyda. Mieliśmy już podobne hasło, ale w wersji zimowej. Teraz dla odmiany skupimy się napojach, kojarzących się z latem. Niech będą orzeźwiające, ciekawe i przede wszystkim smaczne. Niech działają na nasze zmysły i przenoszą w odległe zakątki świata...No dobra, zagalopowałam się ;) W sumie nie o takie napoje mi chodziło ;) ;) Łączmy, mieszajmy, wyciskajmy. W końcu nie samą wodą żyje człowiek ;) :)

niedziela, 21 maja 2017

Zielona sałatka z botwinki.

sałatka z pak choi
Improwizowana sałatka z surowych liści botwiny oraz chińskiej kapusty pak choi. Pomyślałam, że będzie do niej pasował sos słodko-kwaśny i na szczęście nie pomyliłam się. Danie jest lekkie, świeże i takie orzeźwiające. W końcu nadszedł czas, kiedy pogoda jest dla nas łaskawsza, a na straganach mamy coraz większy wybór produktów sezonowych. Korzystajmy z tego ile się da, bo zanim się obejrzymy nastąpi kres tego cudownego czasu (o rany, ale powiało pesymizmem ;)). Jesteśmy na finiszu bardzo intensywnego, komunijnego okresu, dlatego następne hasło będzie mniej absorbujące, ale za to bardzo na czasie. Jakie? Zajrzyjcie do nas w następnym tygodniu :)

sobota, 20 maja 2017

Czekoladowe muffinki z zieloną posypką.

bbeczki zielony mech
Drogi Czytelniku, zamknij oczy i wyobraź sobie, że jesteś w lesie. Ptaki śpiewają, drzewa szumią, jest piękna pogoda. Nagle na horyzoncie pojawia się Czerwony Kapturek i zaprasza Cię na przyjęcie do babci. Oczywiście zgadzasz się bez namysłu. Kiedy docieracie na miejsce, widzisz stół zastawiony przeróżnymi smakołykami. A wśród nich czekoladowe babeczki porośnięte "mchem" ;) Nie, nie zwariowałam ;) W roli mchu mielone pestki dyni, a przyjęcie naprawdę się odbędzie. Nie mogę jednak zdradzić szczegółów, bo ma być niespodzianką :)

PS. A babeczki są pyszne! Polecam :)

czwartek, 18 maja 2017

Szpinakowe kopytka z boczkiem.

kopytka ze szpinakiem i boczkiem
Właściwie miałam napisać to samo co Maciek w swoim ostatnim poście. No cóż, ubiegł mnie, więc pozostało mi tylko powtórzyć, że w ostatnim tygodniu dominowała u nas zdecydowanie biel. Choć powinna zieleń! A najlepiej obie, wszak to połączenie idealne, prawda Maćku? ;) Miałam w planach przygotowanie zielonych pierogów, ale ostatecznie wybrałam szpinakowe kopytka. Mają odpowiedni kolor i oryginalny wygląd. Są bardzo smaczne, a okraszone boczkiem i cebulą wręcz idealne :) Przepadam za takimi daniami.