wtorek, 8 listopada 2016

Hasło tygodnia - Dziki Zachód.

amerykańskie gotowanie
Czy to kowboje rozpalili ognisko pod kociołkiem? Czy może rodzina pionierów zeszła ze swojego wozu by przygotować kolację? Może indiańskie kobiety przygotowują strawę dla wojowników, którzy wracają właśnie ze zwiadów? A może jednak to bogaty ranczer zapragnął posiłku w starym, dobrym, obozowym stylu? No i co jest w kociołku? Pewnie kukurydza - być może w postaci mączki lub kaszki. Fasola? Jak najbardziej prawdopodobne. Słonina. Suszone owoce, które dobrze się przechowują. Zioła zerwane w okolicy. Może nawet kurczak, albo inny ptak złapany rano. Dziki Zachód. Pogranicze. Wild West, Old West, Far West. Świat, który dawno odszedł w przeszłość, ale w czasach mojego dzieciństwa kształtował jeszcze świadomość ludzi na całym świecie poprzez niesamowicie popularne westerny. Butch Cassidy i Sundance Kid. Wyatt Earp i Jesse James. Bracia Daltonowie. Czy współcześni mieszkańcy Arizony lub Nowego Meksyku jedzą to samo, co tamte sławne lub tylko osławione postacie? Pewnie idą, przepraszam - jadą do supermarketu i zgarniają do wózka tony puszek z zupami, chili, paczki bekonu, ranch mixu i tortilli. Z grubsza rzecz biorąc horyzont smaków i aromatów pozostaje jednak ten sam. Lubię czasem poszperać po stronach z przepisami z głębi Ameryki. Zdarza mi się znaleźć tam pomysły, które doskonale wpisują się w mój gust. Oczywiście - mógłbym tak pewnie powiedzieć o każdym miejscu na tej naszej planecie. Dzisiaj jednak wybieram się na Dziki Zachód i już. Zabieram ze sobą Marzenę i mam nadzieję, że poczuje się tam dobrze, a nawet komfortowo. Indianie za wzgórzem, koniokrady w dolince, jankeska kawaleria na wprost - my spokojnie poczęstujemy ich jakimś pysznym daniem i wszystko skończy się happy endem. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz